RECENZJA: Zaproszenie do świata bólu

Posted on

Podobno nie ma większego bólu niż utrata dziecka. Poczucie straty i tęsknoty nigdy nie mija. Z czasem, człowiek uczy się z tym żyć, ale pierwsze miesiące i lata są najtrudniejsze. Justyna Wicenty w swej książce Kołysanka z huraganem zaprasza czytelnika do świata uczuć, z którymi przyszło się jej zmierzyć po śmierci syna.

Justyna i Marek są młodym małżeństwem z mnóstwem planów i nadziei na świetlaną przyszłość. Wspólnie wychowują żywiołową córeczkę Różę, a wkrótce ich rodzina powiększa się o chłopczyka, Tadzia. Dni mijają na przystosowaniu się do nowej rzeczywistości z niemowlęciem i pogodzeniu obowiązków rodzicielskich względem dwójki dzieci. Wszystko zmienia się jednego dnia, w którym serce chłopca nagle przestaje bić…

Śmierć jest jednym z najtrudniejszych momentów w naszym życiu. Każdy, kto doświadczył straty kogoś bliskiego, wie, że już na zawsze w sercu powstaje rana, która nigdy się nie zabliźnia. Jeszcze trudniejszą sytuacją jest ta, kiedy odwrócone zostają koleje losu i to rodzice muszą pochować swoje dzieci. Autorka wprowadza nas do świata swych emocji po śmierci syna. Z niebywałą precyzją opisuje krok po kroku to, przez co przeszła. Każda strona tej książki jest naznaczona bólem i smutkiem. Jest to swojego rodzaju katharsis, a zarazem chęć, by to, co się wydarzyło już na zawsze pozostało w pamięci i sercu. 

Cała historia jest opisana w formie pamiętnika, z konkretnymi datami, miejscami i szczegółami dotyczącymi sprawy. Jest to niezwykle osobista i zażyła forma przekazu. Nie ma tu tajemnic i niedopowiedzianych wątków. W założeniu, pamiętnik jest osobistym zapisem, z którego treścią piszący się nie dzieli. Tutaj jednak autorka zaprasza czytelnika do autentycznego świata swych przeżyć. Momentami widać w nim złość, poczucie beznadziei, rozpacz i nieutulony żal. Forma jest tu drugorzędną sprawą. Czasem są to tylko równoważniki zdań, urywane słowa, a momentami pełne zdania, co nadaje jeszcze większej autentyczności przekazowi. 

Książka jest towarzyszeniem autorce w najgorszym okresie jej życia. Jest w moim mniemaniu także próbą obalenia tabu społecznego, które łączy się z tematem śmierci. Bohaterka opowieści miała solidne oparcie w mężu, który przecież także borykał się z utratą dziecka. Oboje byli jednak w stanie sprawić, że wspólna tragedia ich do siebie zbliżyła. Nie zawsze jest tak jak w tym przypadku. Wiele osób pogrążonych w żałobie zostaje osamotnionych. Ludzie z najbliższego otoczenia nie wiedzą, jak się zachować, co powiedzieć. Często są też zirytowane tym, że nie umieją pomóc, a smutek osoby w żałobie przybiera coraz większy rozmiar. Z jednej strony, ludzie nie umieją rozmawiać szczerze i uciekają od tematu, a z drugiej przytaczają bezpieczne i wyświechtane banały. Bardzo ważne jest to, by przyjąć osobę w żałobie taką, jaką jest i wesprzeć ją na każdym etapie przeżywania smutku. Więcej być i wspierać, niż próbować odsuwać złe myśli. Ta pozycja jest chwytającą za sercę nauką empatii i wrażliwości.

Bardzo ciekawym wątkiem było także przeżywanie żałoby, kiedy pod opieką ma się jeszcze małe dziecko, które nie dokońca rozumie sytuację i domaga się należnej uwagi. Mam ogromny szacunek i podziw dla autorki, że potrafiła z niezwykłą siłą pogodzić te dwie trudne albo i niemożliwe do pogodzenia rzeczywistości. 

Bardzo poruszyła mnie ta książka. Szukam w książkach prawdziwości i szczerych emocji i to tutaj znalazłam. Chylę czoła przed panią Justyną, że podzieliła się z czytelnikiem tak bolesnymi przeżyciami, pokazując jednocześnie, że niezwykle ważne jest wsparcie bliskich ale także pomoc psychologów i psychiatrów, która jest nieoceniona. Autorka miała odwagę prosić i pójść po pomoc. To bardzo ważna pozycja na rynku czytelniczym, nie tylko dlatego, że dotyczy tematu, który zazwyczaj jest przemilczany, ale także dlatego, że pokazuje możliwą formę pomocy, jaką jest terapia.  

Justyna Wicenty, Kołysanka z huraganem, Dowody na Istnienie, Warszawa 2020.

Tekst i zdjęcia: Kamila Poloczek