ROCK FOR PEOPLE – CHCEMY TAM WRÓCIĆ!

Posted on

Twórcy festiwalu już w jego nazwie zaznaczyli, że rock jest ważną częścią tego wydarzenia. I nie zawiedli. Mimo tego, że ze Śląska, zwłaszcza Cieszyńskiego, do Czech niedaleko, dopiero od niedawna słuchacze i bywalcy festiwali zwracają się w tamtą stronę. Może to zasługa czeskich organizatorów, którzy coraz chętniej zapraszają Polaków? My z pewnością wrócimy. Nie raz.

Zaskoczenia wszelakie

Hradec Králové to miasteczko gdzieś w Czechach. Na początku taka informacja była wystarczająca, żeby w ogóle zainteresować się podróżą. Po internetowym researchu zdecydowałyśmy się na przejazd samochodem. Po pierwsze: była to najprostsza opcja – nasz blablowy kierowca okazał się fanem The Offspring, na których zmierzał, toteż podwózka skończyła się na terenie festiwalowego miasteczka. Po drugie: dobrą opcją jest pociąg, ale w naszym wypadku i tak obowiązywały przesiadki (do Czeskiego Cieszyna, Pardubic, Hradca i na festiwal). Po trzecie: twórcy sami zachęcają do takiej formy, współpracując z platformą.

Gdy już dotarłyśmy na miejsce, dźwięki muzyki porwały nas zewsząd. Wszelkie drogi wokół były oznaczone, więc nie sposób nie dotrzeć do celu. Dodatkowo, Czesi to bardzo otwarci ludzie, kompletnie nie mają problemu z tym, że dukasz coś do nich po polsku, ewentualnie w śląskiej gwarze. Zawsze coś podłapią. Jak nie – płynnie przechodzą na angielski.

W czasie lokowania na polu namiotowym, udało nam się usłyszeć kilka nut z okolicznej sceny. W tym roku twórcy zaproponowali nowe rozwiązanie – Muzikus Stage znajdowało się między polem namiotowym a wejściem głównym, w sekcji gastronomicznej. Nie chciałeś smażyć się na słońcu w kolejce? Chłodny namiot pełen mrocznej muzy i ławeczek zapraszał.

Rozpoczęłyśmy przechadzkę po terenie festiwalu. Zaraz za bramkami czekał szkolny, znany z amerykańskich komedii, autobus. Na nim co wieczór któraś z grających w klimacie reggae/dancehall kapel dawała energetycznego kopa, a tłum zgromadzony wokół bujał się do rytmu. Po prawej stronie umieszczono sekcje sponsorskie. Pomyślicie, co wspólnego z muzyką mają Lenovo, T-mobile, Staropramen albo Jack Daniels? Otóż, z namiotu Lenovo można było otrzymać świecące zaczepy na nadgarstki, a ekipa Jacka Danielsa rozdawała koszulki i genialne torby. Znaczy… chyba rozdawała. Polaczek-cebulaczek bał się narobić wstydu i zapytać: „Yyyy, a to tak za darmo? Można? Serio? Ale bez płacenia?”. W każdym razie niemal wszyscy mieli na sobie te gadżety.

Noc mroku

Rock For People odbywa się na terenie starego lotniska. Bardzo dobrze, że przestrzenie te są coraz częściej rewitalizowane i ponownie wykorzystywane – w niecodzienny sposób. W jednym z Hangarów Red Bull urządził kino. W innym znajdowała się industrialna knajpka. W kolejnym przestrzeń artystyczna. Nadmiar muzyki? Wystarczyło wejść i chłonąć inny rodzaj kultury.

Akurat na głównej scenie szaleli Five Finger Death Punch. Czeska publiczność zdecydowanie nastawiona jest na ciemne strony muzyki. Chwilę po odsłuchaniu amerykańskiej kapeli przeszłyśmy do sceny Muzikus. Tam również królowały mocne brzmienia, debiutantów lub mających już swoją wierną publiczność zespołów metalowych. Na Rock For People Stage ściągnęli nas Bullet For My Valentine. Przyznam, że wcześniej panów nie bardzo znałam i rzekomo ich opinia wśród polskich fanów brzmi: „to takie emo”. Koncert był niezły. Muzycznie i wizualnie. Także kontakt Matthew, jak i całego zespołu z publicznością był niemal nieustanny.

Zanim gwiazda dnia drugiego miała wyjść na scenę, postanowiłyśmy poznać coś lżejszego. Blablowy kierowca zrobił nam wstępne rozpoznanie amerykańskiego X Ambassadors. Wydaje się wam, że nie znacie? A ja wam mówię, że znacie. Albo z hitu puszczanego w komercyjnych radiach od kilku tygodni, albo ze ścieżki dźwiękowej wyciskacza łez z Daenerys, ekhm, Emilią Clarke – „Zanim się pojawiłeś”. Tutaj również panowie nie zawiedli. Tego, niestety, nie można powiedzieć o The Offspring. Oczywiście, to nie wina organizatorów, po prostu ci punkowcy to już dość mocno posunięci wiekiem, jeśli chodzi o staż występowania, muzycy. Niestety, widać to było w ich podejściu do słuchacza, śpiewania, a nawet koncertu ogólnie. Ale udało nam się usłyszeć hity dzieciństwa. Uno, dos, tres…

Zmasowany atak

Nasz drugi dzień festiwalu i ostatni dla wszystkich festiwalowiczów. Choć koncerty rozpoczynały się już od południa, postanowiłyśmy wybrać się na wycieczkę (i przy okazji rozpoznanie możliwości powrotu) do Hradca. Na terenie miasteczka znajdowało się kilka przystanków autobusowych, z których, dzięki organizatorom, można było za darmo przemieszczać się po okolicy.

Dotarłyśmy do stolicy kraju hradeckiego. Urokliwe, z typowo czeskimi zabudowaniami, otwarte na podróżników, bo łatki „turysty” nikt tutaj nikomu nie nadał. W trakcie polowania na smażony ser udało się nam odkryć dobrą pizzerię. Jak się okazało – stołowała się tam dość duża część fanów Rock For People, których z łatwością rozpoznawało się po opaskach na ręce. W dodatku – pizza „czterdziestka” za 150 koron! Kto by nie wpadł?

Mała dygresja – na terenie całego festiwalu można było niestety płacić wyłącznie w koronach. Kto wcześniej nie doczytał (a to błąd, gdyż strona internetowa oraz media społecznościowe prowadzone są także po polsku), mógł mieć mały problem. Dodam jednak, że organizatorzy dbali o uczestników cały czas. Przykład? Popołudniu kilka osób z załogi przechadzało się po polach namiotowych, podchodząc do każdego, kogo spotkali, by ostrzec, że nadejdzie mocny wiatr i możliwy jest też deszcz oraz burza. Jednocześnie prosili o zabezpieczenie swoich rzeczy.

Na Muzikus Stage rozgrzewała się czeska kapela metalowa Eponine. Jeeeej! Jedyna myśl po koncercie: „Ja też chcę tak umieć wydawać z siebie dźwięki!”. Wokalistka, Zuza, jest niesamowita. Po drzemce zaliczyłyśmy dla nas nowość – The 1975. Brytyjski indie rock w najlepszym wydaniu. To pierwszy występ, który pokazał, że polityka ma wielki wpływ na świat, także ten muzyczny. Matthew Healyprzeprosił za głupotę Wielkiej Brytanii, wyrażając przy okazji nadzieję, że to nie ostatnie ich odwiedziny w Czechach. Indie rock to potężna dawka energii. Naprawdę! Sami sprawdźcie.

Na sam koniec: wisienka! A raczej kilka wisienek. Oczekiwanie na Massive Attack osłodziło nam elektroniczne trio CHVCHRESCiekawe, dopracowane, świeże. Zastanawiało nas tylko, skąd tak mała osóbka jak Lauren Mayberry bierze tyle siły? Deszcz troszkę straszył, więc ruszyłyśmy w poszukiwaniu dobrego miejsca, żeby posłuchać najbardziej pożądaną ekipę. Tego się nie da opisać.

Nawet jeśli nie znałeś piosenek, nie wiedziałeś, kim są albo kompletnie nie słuchasz trip hopu, zaniemówiłeś nie razKonsekwentne, oniryczne, zaangażowane politycznie, dopieszczone wizualnie, dynamiczne, po prostu piękne!Dopasowane stroje, które wyrażały każdego muzyka z osobna. Genialne ruchy (zostałam fanką „plemiennego” tańca jednego z wokalistów). Historia świata i kultury oddana na ekranach. Kolejne przeprosiny za Brexit. Teksty ilustrujące wizualizacje napisane po czesku… O tym performance można napisać oddzielny reportaż. Kto nigdy nie słuchał na żywo Massive Attack, musi koniecznie nadrobić!

Nadszedł czas na pożegnanie – szybciej niż początkowo planowałam. Pogoda nieco nas nastraszyła, więc powrót był dość… spontaniczny. Przy okazji pozwiedzałyśmy nocne rewiry czeskiego miasteczka. I kilka dworców w ramach przesiadek. Ale to opowieść na inny czas.

Rock For People polecam każdemu. Naprawdę. Każdy znajdzie coś dla siebie, pozna nowe brzmienia, zasmakuje w czeskim jedzeniu, posłucha dobrej muzyki… Żałuję tylko, że udało mi się przybyć dopiero drugiego dnia. W przyszłym wpadnę na pewno na dłużej. Ahoj!

Pierwotnie tekst pojawił się na portalu Reflektor. Rozświetlamy kulturę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *