SnowFest – zima, sport i… muzyka

Posted on

Festiwale muzyczne to raczej domena lata. Długie wieczory sprzyjają rytmicznemu bujaniu, chętniej garniemy do ludzi, nadrabiając zaległości towarzyskie, a przy okazji i te muzyczne. Tylko jak wytrzymać te pół roku do lata? Zimowe szaleństwo przy energetycznych dźwiękach? Tak! Dzięki SnowFest.

Impreza dla wielu może wydawać się nowa, choć to już jej czwarta edycja. Dotychczas jej siedzibą było Zakopane. Twórcy postanowili jednak, że potrzeba bardziej świeżego, ale i mniej komercyjnego miejsca. I tak SnowFest trafił do… Szczyrku.

W poprzednich odsłonach pod Wielką Krokwią rozbrzmiewały dźwięki wykonawców takich jak: Flirtini, Dominique Young Unique, Moonlight Matters, Roots Manuva czy Chase and Status. W tegorocznej publiczność zgromadzili: Pendulum, Gooral, Łąki Łan czy Ten Typ Mes.

Po akredytacji w Miejskiej Bibliotece Publicznej postanowiliśmy się rozejrzeć po okolicy. Publiczność przywitała grupa Jóga, czyli melancholijne brzmienie młodych Ślązaków. Zaraz po nich na scenę wkroczył Ten Typ Mes.

Oczywiście nie zapominajmy o drugiej stronie festiwalu – tej sportowej. Zarówno w pierwszy, jak i drugi dzień wydarzenia na kompleksie skoczni Skalite podziwialiśmy najbardziej utalentowanych sportowców i ich skokiw wersjiekstremalnej.

Całość dnia pierwszego dopełnił koncert zapowiadanej gwiazdy. Pendulum, czyli pochodzącaz Australii grupa pokazała niezapomniane show. Energetyczne rytmy to jak zawsze ich wizytówka. I tym razem nie zawiedli. A rozgrzany Szczyrk długo nie mógł zasnąć.

Drugi dzień rozpoczęliśmy spacerem po górskiej okolicy. Następnie udało nam się odwiedzić bibliotekę, w której twórcy festiwalu wraz z National Geographic zapewnili nietypowy seans kinowy. Na ekranie pojawiły się filmy dokumentalne, a główne role należały do świata zwierząt.

Miłą niespodzianką był patronat marki Wedel. Dzięki niej, nie tylko dzięki pozostawieniu smakołyków na siedzeniach, ale i w każdym momencie mogliśmy podejść do uroczych pań i skosztować nowych smaków słodyczy. Zaskoczeniem rozpoczynającym koncerty drugiego dnia było rzeźbienie w lodzie… ogromnego cukierka.

Następnie na scenę wkroczył bielski duet Gooral, któremu towarzyszyła Adrianna Strycz. Choć w amfiteatrze z powodu pogody robiło się coraz zimniej, atmosfera była tak gorąca, że kompletnie nie dało się odczuć zawahań klimatycznych. W końcu wystarczyło się tylko pobujać.

Nadszedł także czas na rozwiązanie zawodów. Po wręczeniu nagród, sceną zawładnęły owady. Mam tu na myśli ześwirowanych (to pozytywna konotacja!) Łąki Łan z Paprodziadem na czele. Radosny nastrój i niespożytą energię do skakania wyciszyliśmy podczas występu Nero. Finał z kolei należał do duetów klubowych, które wibrowały dźwiękami w umieszczonym za amfiteatrem namiocie. Tam też udało się nam usłyszeć m.in. Novikę.

SnowFest to świetne przełamanie zimowej stagnacji. Dzięki połączeniu ze sportem przyciąga do Szczyrku wielu turystów, ale i lokalsów. To jedno z tych wydarzeń, którego potencjał z roku na rok rośnie, a i sama idea dobrze odnajduje się w beskidzkich górach. I wierzcie mi – nawet jeśli na co dzień nie słuchacie takiej muzy, te chłodne wieczory oraz zastrzyk muzycznej mieszanki sprawią, że sami zaczniecie się bujać.

Pierwotnie tekst pojawił się na portalu Reflektor. Rozświetlamy kulturę.